"Tomorrow will take us away"
"Pod jedną z palm kokosowych szybko doszło do tak intensywnej orgietki, że dojrzałe orzechy leciały uczestnikom tej zabawy na głowę. Ponieważ jednak kokosy są podobno afrodyzjakiem, nikt sobie nie przerywał, a co spadło, zostało skonsumowane".
Romuald Pawlak "Wojna balonowa"











2009
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
2008
październik
lipiec
2007
listopad
wrzesień
maj
marzec
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń




Mam na imię Magda. Mam 21 lat. Studiuję kulturoznawstwo w Szczecinie.
Mam całe mnóstwo ksywek (praktycznie w każdym "kręgu" znajomych inną), ale najbardziej przylgnęło do mnie Kokos, czasem zmieniane na Kokosanka .
W domu ze zwierzątek mam psa Mantusa, dwa koty (Miszę i Mitię), do których się nie przyznaję, bo nie moje i siostrę (bez obrazy Ziuta ;)). Czasem jeszcze w okolicy pałęta się pewien Czyżyk :D










2009-08-10 19:25:40
Sierpniowo
Wakacje trwają. Czas leci strasznie szybko, lipiec w pewnym momencie trochę się wlókł, ale teraz dni mijają tak szybko, że pewnie nie zdążę zarejestrować co się dzieje i już będzie październik.
A póki co po raz drugi w życiu byłam na zlocie redakcji mojego kochanego Polterka. Pierwszy raz był dwa lata temu i wtedy z recenzentki stałam się pełnoprawną redaktorką. Tym razem za to wywalczyłam sobie funkcję moderatora mojego działu i jestem z tego bardzo zadowolona. Tegoroczny zlot, chociaż w tym samym miejscu (nad jeziorem Płotki niedaleko Piły), był o wiele lepszy niż tamten. Przede wszystkim mieszkałam w domku z cudownymi ludźmi, którzy powiedzieli mi wiele mądrych rzeczy o życiu i podarowali tyle ciepła, że jestem wzruszona na samą myśl o tym. Nigdy nie spodziewałabym się, że prawie obcy ludzie (niby poznałam ich poprzednio, ale niewiele wtedy rozmawialiśmy) mogą stać mi się tak bliscy. Kolejną zaletą było to, że wreszcie, po tych dwóch latach, spotkałam poznanego wtedy chłopaka, z którym się zaprzyjaźniłam, ale potem kontakt się jakoś rozmył (mam nadzieję, że teraz wróci tak fajny jak wtedy). Dodatkowo był jeszcze ten plus, że teraz znałam dużo więcej osób (w tym szefostwo), więc czułam się tam dużo pewniej i jak naprawdę wśród swoich. Przez te 5 dni bylam naprawdę szczęśliwa, że tam jestem.
Miałam w wakacje zacząć przygotowania do licencjatu, ale jeszcze mi się to nie udało. Może w przyszłym tygodniu...
skomentuj (2)

2009-07-07 18:33:23
Otwock Wielki, dzien 1 i 2
A zatem jestem w moim wymarzonym palacu w Otwocku Wielkim i praktykuje tu sobie radosnie. Pojecia z historii sztuki (i nie tylko) przyswojone wczoraj: intarsja (zdobienia z drewna w elementach drewnianych), inkrustacja (zdobienia niedrewniane w elementach drewnianych), świadkowie (czasowe pozostawienie nieodnowionych elementów w trakcie konserwacji, dla porównania stanu początkowego), piano nobile (piętro reprezentacyjne w pałacu), pietra dura (zdobienia z marmuru w elementach marmurowych). Materiał zdjęciowy przedstawię wybranym osobom po powrocie ;)
Jest mi tu fajnie, chociaż trochę nieswojo, ale przyzwyczajam sie powoli. Mam nawet swoja karte magnetyczna, a co! :) Pierwszy raz od bardzo dawna wyjechałam na tak długo, no i w dodatku sama. Chyba byloby mi tu lepiej w jakims wesolym towarzystwie, jestem za bardzo przyzwyczajona do bycia wsrod wielu osob. Walam się po kanapie, a żaden Ziut mi nie mówi "Nie spać, zwiedzać". Idę na spacer, a nie towarzyszy mi Mat. Chce poplotkowac, a tu Karoli brak. Nie ma też z kim pójść na piwo, ba - nawet nie ma gdzie! Sklep jest daleko, więc nie chce mi się tam leźć, skoro miałabym pić sama. Jedynie Marta towarzyszy mi teraz dzielnie na gg i chwała jej za to! : ) Ale z nia tez sie w najblizszym czasie nie spotkam :( A najbardziej przeszkadza mi to, że jest tak cicho. Słychać tylko ptaki i grzmienie, bo chyba idzie burza (albo tylko straszy, bo grzmi już od pół godziny i nic). Muzykę w lapku mam puszczoną cichutko, bo jakoś głupio mi zagłuszać tę ciszę, a jednak czuję potrzebę przełamania jej w jakiś sposób. Następnym razem będę mądrzejsza, połażę po znajomych z dyktafonem, każę każdemu coś pogadać i potem będę tego słuchać.
A póki co idę poczytać materiały na temat pałacu, które dostałam do przejrzenia.
Buziaki :*
skomentuj (2)

2009-06-30 00:30:13
Biurokracja by US
Pewnego pięknego dnia przyszedł mi do głowy pewien piękny pomysł - odbędę praktykę w Warszawie, a konkretniej w Otwocku Wielkim pod Warszawą. Utopia ta z czasem przestawała być utopią i oto okazało się, że zaledwie parę papierków dzieli mnie od dwóch tygodni mieszkania w pałacu. Na pewno większość osób czytając "zaledwie parę papierków", już uśmiecha się ironicznie i czuje, co się święci. I szłusznie, bowiem od wyjazdu dzieli mnie zaledwie 5 dni, a najważniejsze papierki dalej leżą na biurku u pani dziekan.
Max Weber twierdził, że biurokracja jest najwyższą formą racjonalizacji. Co tylko dowodzi, jak bardzo wszelkie teorie kapitulują wobec życia spolecznego. Ja wiem, że nieracjonalność racjonalizacji to tylko jeden z pięciu czynników charakteryzujących biurokrację, ale mam wrażenie, że w tej chwili w Polsce jest on jedynym i dominującym.
Dzieje się tak dlatego, że DO JASNEJ CHOLERY, przeciętny student nie może ot tak przyjechać sobie w czasie godzin urzędowania (przyjmowania, czy jak to tam się nazywa, dyżuru?) pani dziekan i otrzymać dwóch podpisów. Nieee, absolutnie! Student musi znać swoje miejsce, musi powalczyć z panią sekretarką, nie zobaczyć nawet pani dziekan i zostawić swoje dokumenty na później. A przecież kto tu jest dla kogo? Bo zdawało mi się, że uniwersytet dla mnie. I nie jest to zdanie podszyte młodzieńczą bezczelnością, a tylko racjonalne przemyślenie: przecież uniwerystet, dziekanat i funkcja pani dziekan istnieją dlatego, że my - ci właśnie ich znienawidzeni studenci - tam studiujemy, prawda? Gdyby nie było studentów, cały uniwersytet nie miałby prawa bytu. A praktyki także nie odbywam ze zlośliwości ani z nadgorliwości, tylko dlatego, że tenże uniwersytet tego właśnie ode mnie wymaga. Jest to warunkiem zaliczenia przeze mnie tego roku studiów. Skąd więc tyle problemów?
Żeby pozostać sprawiedliwą dodam, że ja doskonale rozumiem, że gdyby pani dziekan przyjmowała każdego po kolei to znaczną część dnia nie robiałby nic innego jak podpisywanie jakiś dokumentów. Niemniej mimo wszystko uważam, że prościej było by złożyć szybko te dwa podpisy i odprawić studenta z załatwioną sprawą niż odsyłać go na następny dzień, ponieważ taka strategia sprawia, że dziekanat nie pozbędzie się rzeczonego studenta prawdopodobnie nigdy.
Tyle jeśli chodzi o moją frustrację. Wiem, że ja i tak nie mam najgorzej, bo niektórzy latali o wiele więcej razy i w ogóle więcej mieli z tym kłopotów, zanim załatwili sobie wszystkie papierki. Ale mimo wszystko potrzebne mi było ujście dla tych przemyśleń, żeby nie doprowadzić się do stanu frustracji. Nie służy ona bowiem załatwianiu ważnych spraw. Kropka.
skomentuj (0)

2009-05-02 12:41:35
m.m.
Ta historia wydarzyła się dwa tygodnie temu, ale do dzisiaj nie pozwala mi zasnąć. Kładę się wieczorem i znów widzę tamto straszne miejsce i przerażone twarze moich towarzyszy... ale po kolei.
Uwaga: historia ta została sfabularyzowana jedynie w warstwie domysłów i osobistych wrażeń. Wydarzenia są faktami.

Pewnej cudownej i ciepłej jak na połowę kwietnia soboty wybrałam się ze znajomymi na koncerty. Z powodów, które staną się dla Czytelnika oczywiste kiedy dotrze do końca tej opowieści, nie zdradzę szczegółowych danych towarzyszących mi osób. Powiem tylko, że byli ze mną: K. - nasza dzielna kierowca, studentka kulturoznawstwa, Ł. - młody dziennikarz i M. - student TiR, specjalizujący się w rekreacji czynnej. Po koncertach postanowiliśmy udać się do pewnego klubu na imprezę, ale okazało się, że w środku nie ma już dla nas miejsca. Jednak nie spotkaliśmy się przecież na darmo i doszliśmy do wniosku, że warto uczcić tę okazję przy użyciu znajdującej się w bagażniku naszego superwozu flaszki wódki (pamięć zaciera niestety szczegóły i nie pomnę czy była to 0,5 czy 0,7). Nasza kochana kierowca zgodziła się wywieźć nas w tym celu poza krąg wścibskich oczu. M. znający wiele miejsc rekreacji zaproponował w tym celu most przy starej łasztowni (uwaga: picie pod mostem jest oczywiście karalne, ale w samochodzie pod mostem - już nie). Ruszyliśmy zatem ochoczo w tamtą stronę. Jadąc ulicą wzdłuż nabrzeża, dotarliśmy do miejsca, o które chodziło M., jednak okazało się, ze nasz dzielny pojazd nie jest w stanie się tam przedrzeć. Wycofaliśmy się więc i stanęliśmy mniej więcej na jezdni, przy drzewku, chcąc tam pozostać. Wtedy naszym oczom ukazał się zbliżający się do nas samochód terenowy, prawdopodobnie audi, nówka. Był sprytniejszy niż my, ponieważ pojechał nie jezdnią, lecz drogą bezpośrednio przy nabrzeżu, dzięki czemu dotarł do upatrzonej przez nas wcześniej miejscówki. Tam też zawrócił i pojechał sobie. K. i ja, zaskoczone, nie wiedziałysmy co o tym myśleć. Natomiast nasi dzielni i przystojni towarzysze, nie bacząc na niebezpieczeństwo, poszli sprawdzić czy warto przenieść się jednak pod most. Czekając na nich, K. i ja zauważyłyśmy, że audi dojechawszy do końca drogi ponowie zawróciło i zatrzymało się przodem do nas. Zgaszono w nim silnik, po czym dwukrotnie mignięto światłami, co wydało nam się co najmniej podejrzane. K. wymyśliła jednak wiarygodny argument, że ktoś uczy się jeździć. Po pełnej napięcia chwili wrócili nasi cudowni towarzysze, którzy zaczęli przekonywać nas, żeby drogą tamtego audi pojechać jednak pod most. Protestowałyśmy gorąco, drżąc ze strachu, lecz oni byli nieugięci. Nasza dzielna kierowca odpaliła zatem swój superwóz i ruszyliśmy z powrotem jezdnią, dojechaliśmy do miejsca, gdzie można było przejechać na drogę biegnącą bezpośrednio obok nabrzeża (audi stało kawałek dalej, w głębi) i ruszyliśmy tą drogą pod most. Ze strachem zerkałam na czające się wciąż za nami audi. Nic się jednak nie stało. K. dzięki swym wspaniałym umiejętnościom wjechała między słup podtrzymujący most, a stojący obok kontener i mieliśmy piękny widok na Odrę, Wały Chrobrego i majaczący w oddali Zamek. Uspokojeni i szczęśliwy, rozpoczęliśmy melanż (zaznaczyć wypada, że nasza dzielna kierownica oczywiście nie piła). Po chwili jednak ognista woda płynąca naszymi gardłami osiadła w skurczonym z nagłego przerażenia żołądku, gdyż ujrzeliśmy zbliżające się do nas audi. Samochód zatrzymał się. Ł. próbował żartować nawet, że jakaś para nie miała gdzie spędzać upojnych chwil i dlatego tu przyjechali. Instynkt samozachowawczy podpowiadał jednak co innego. Trzy pary drzwi samochodu otworzyły się i wysiadło z nich kolejno trzech łysych kafarów. Wtedy już wiedzieliśmy: to była mafia mostowa. Zaczęliśmy zastanawiać się, czyje biedne zwłoki postanowili utopić w Odrze, oni jednak nie wyjęli nic z samochodu. Przesli za słupy podtrzymujące most i zniknęli z naszego pola widzenia. Po chwili dwóch z nich kolejno wyszło z drugiej strony, tuż przed naszym samochodem i przeszli się wzdłuż maski, rzucając nam ukradkowe spojrzenia. Następnie odeszli. Przypuszczaliśmy, że poszli naradzić się z tym trzecim i zameldować mu, że tam jesteśmy. Uznaliśmy, że nie warto tracić ani chwili. K. odpaliła silnik i ruszyła szybko w powrotną drogę. Wtedy jednak okazało się, że mafia mostowa nie zamierza tak łatwo wypuścić nas ze swojego rewiru. Kiedy dojechaliśmy do miejsca, w którym z drogi wzdłuż nabrzeża można było zjechać na jezdnię, ujrzeliśmy, że służby porządkowe kończą właśnie w tym miejscu ustawiać barierki z zakazem przejazdu. Reakcja naszej dzielnej kierowcy była jednak błyskawiczna. Nie zrażona przeszkodą, zwróciła natychmiast wóz z prawo, podjechała kawałek do przodu i wspaniałym podjazdem typu Bond, wjechała na chodnik, nad którym wóz niemalże przeleciał, lądując bezpiecznie na jezdni po drugiej stronie. Znaleźliśmy się tuż za wozami służb porządkowych i wlekliśmy się jakiś czas za nimi, do momentu, kiedy podjęły próbę ponownego zatrzymania nas. Wozy stanęły i robotnicy zaczęli przygotowywać kolejne barierki z zakazem przejazdu, ale tym razem K. wiedziała już coś się święci i znów brawurowo minęła wozy, pędząc do przodu aż dojechaliśmy do ulicy Energetyków, skąd udaliśmy się w bezpieczniejsze miejsce. Tak oto uciekliśmy podstępnej mafii mostowej. Tamtego wieczora żadne ciała nie wylądowały na dnie Odry.


Grunt to mieć wyobraźnię, nie? :D
skomentuj (2)

2008-10-24 09:21:23
Dwa kierunki
Od października studiuję dwa kierunki. Kulturoznawstwo na drugim roku to już coś trochę znanego, swojego. Taka moja ostoja, dobrze się tam czuję. Dziennikarstwo i komunikacja społeczna to coś nowego. Teoretycznie już od gimnazjum chciałam zostać dziennikarką, więc powstanie tego kierunku w moim mieście oznaczało dla mnie jednoznacznie, że będę go studiować. Aczkolwiek po pierwszym roku kulturoznawstwa wiedziałam już, że na pewno z niego nie zrezygnuję. To są naprawdę świetne studia! Nie pozostało mi więc nic innego jak studiować dwa. Z dostosowaniem planów zajęć poszło mi nawet łatwiej niż przypuszczałam. Nie zmienia to jednak faktu, że jest tego sporo. Ale przynajmniej jest ciekawie, czas płynie szybko i chyba dobrze go pożytkuję. Choć nie ukrywam, że dziennikarstwo na ten moment jest nieco rozczarowujące (mamy sporo nudnych zajęć nie mających generalnie zbyt wiele wspólnego z dziennikarstwem), to jednak mam nadzieję, że potem będzie fajniej.
Chciałabym zrobić w życiu jeszcze wiele, wiele rzeczy, ale czuję jakiś taki nacisk, że już się nie da, że trzeba gonić gdzieś za czymś innym, szybko uzyskać jak najlepsze wykształcenie, iść do pracy, zakładać rodzinę, cuda na kiju. I czasami, tak jak dzisiaj, potrzebuję chwili, żeby usiąść sobie spokojnie, posłuchać muzyki, wypić herbatę, cieszyć się chwilą samotności i coś gdzieś napisać. Wtedy ubywa ze mnie troszkę emocji, oczyszczam się w jakiś sposób i jest mi lepiej. Robi się lżej, znowu można wyjść do ludzi i się uśmiechnąć.
skomentuj (3)

To czytam...
Anna Onichimowska
Jonathan Carroll

Fantasy
Universum Szczecińska Brać Fantastyczna
Leśna Brać Gildia Szczecin :D
Gildia Miłośników Fantastyki dużo ciekawych rzeczy :)
Poltergeist świetna strona o tematyce fantasy i sf

Tego słucham...
Edguy
Elvenking
Luca Turilli
Anathema
Closterkeller
Pidżama Porno

O zwierzętach
Dogomania
Psy.pl "prawdziwe psie strony"

Blogi
Puszek okruszek Photy Ziuty ^^
Morrowidm (Jutrzenka) Asia
Pawlus czyli Paweł
Edith czyli Renifer no ;)
Nevermind Michał vel Łysy :)
Decepcione drugi blog Kanci
Zatruta drugi blog Marzeny (a właściwie pierwszy)
Amelia :)
Kancik czyli Karolina :)
Agata koleżanka z klasy :)
Szeol mroczne oblicze Falki
Falka moja przyjaciółka
Czarna Dusza jedna z bliskich mi osób...
Czarny Chrystus czyli Rafciu
Cool-girls Martusi, Kanci i mój blog
LeeAnn fajna dziewczyna
Flo myśli interesującego człowieka
Moon-child refleksyjny blog...
Dajmonion mój drugi blog... głębsze myśli...

Różności
Jungle.com.pl zdrpaki, na których można dorobić się fortuny :P
ZDiTM Szczecin no co? przydatne :D
Miniclip.com śmieszne gierki, filmiki itp.
Don't worry... be happy!!!
I love you świetny kotek
Konikowy chórek Kliknij na koniki i posłuchaj :)
Chińskie ciasteczko wróży i prawdę Ci powie ;))
Pajacyk Pomoc dla głodujących dzieci